Pamiętać, to nasz obowiązek

Jan Sporek wrzesień 16, 2007

Polska scena polityczna stała się miejscem kompletnie nieprzewidywalnych zdarzeń. Transfery, rezygnacje, przejścia, to określenia, które wraz z demokracją wchodzą w codzienny użytek i pomagają opisać, to, co dzieje się w kotle niezliczonych partii, które wpadły w wyborczą histerię. Klarownie dosyć widać, że ostateczny bój rozegra się pomiędzy Po i PiS, nad pozostałymi nie ma się co rozpisywać. Te wybory niewątpliwie zapiszą jeszcze jeden sukces Kaczyńskich w procesie „oczyszczania” kraju, a mianowicie to, że z mapy politycznej zniknie kilka partii i oby bezpowrotnie, choć… hydrze czasem odrasta łeb.

Majstersztyki Kaczyńskich będą opisywane przez historyków, politologów, „blogowców” i różnej maści analityków, więc oddaję im pole. Mnie natomiast interesuje i od razu zaznaczę - bulwersuje, fakt, że niedawno powstały twór o nazwie LiD, o nieskrywanych postkomunistycznych zapędach, zdobywa trzecią co do poparcia społecznego pozycję, - skoro o hydrze mowa. Wydaje się, że część polskiego społeczeństwa powoli, acz konsekwentnie zapomina o historii naszej ojczyzny.

Może więc warto przypomnieć, choćby w okruchach o tym, że zbrojną walkę przeciw komunizmowi żołnierskich grup, nazywanych przez ową władzę „Bandami” historia potwierdziła w całej rozciągłości. A walczyli aż do 1963 roku! Ale po kolei. Manifest Lipcowy, przecież to nie było nic innego, jak sowiecki parol na Polskę i Polaków, tyle, że spisany rękami naszych „wybitnych” mężów stanu. Jeszcze Mikołajczyk wierzył w wolne wybory zagwarantowane przez Jałtę. Ale wiary tej pozbawił się tak szybko, jak szybko owe wybory się odbyły. Powstało Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, na którego czele stanął twórca aparatu represji, Stanisław Radkiewicz. W miesiąc po zakończeniu wojny szesnastu przywódców polskiego państwa podziemnego staje przed sądem sowieckim. Podstępnie zwabieni pod pretekstem rozmów z dowództwem Armii Czerwonej, zostają wywiezieni do Moskwy i osądzeni.

Wyroki zapadają jednoznaczne: niektórym śmierć, innym Syberia. „Amnestia” 1945 - Pułkownik Mazurkiewicz podejmuje trudną decyzję ujawnienia swoich żołnierzy. Za jego przykładem dokonują tego inni. Niestety. Amnestia nie była niczym innym, jak podstępną, cyniczną pułapką, by rozbić podziemie. Następują okrutne represje. Niektórzy z leśnych dowódców nie widzą jednak sensu dalszej walki, ofiar, rozlewu krwi, ale nie widzą też końca czerwonego terroru. Pozostają w lesie i organizują ataki na posterunki milicji i urzędów bezpieczeństwa. Powstaje zrzeszenie „Wolność” i Niezawisłość”, jego pierwszy prezes, Jan Rzepecki zostaje bardzo szybko aresztowany. Aresztowani są kolejni prezesi. Warszawski Cmentarz Brudnowski zapełnia się grobami ofiar mordów Bezpieki. Partyzanci, w większości żołnierze AK jednak trwają przy swojej walce o…naszą, bezkomunistyczną przyszłość. Partyzanci, ale nie społeczeństwo, jeszcze nie. Kto pamięta tych „Wykletych Żołnierzy”? Kto pamięta Józefa Kurasia, legendarnego dowódcę oddziałów ukrywających się w Tatrach? Był otaczany czcią przez całą podhalańską społeczność. Słynny „Ogień”, partyzancki Król Podhala powiedział znamienne i ostre słowa: „społeczeństwo nas nie poparło”, a gdy po donosie konfidenta 50-ciu ubowców otoczyło jego dom, grożąc podpaleniem i wysadzeniem ze wszystkimi mieszkańcami, przebiegł do sąsiedniego, pustego domu i strzelił sobie w skroń. Wolał zginąć, niż oddać się w ręce bezpieki.

Ubowcy byli specjalistami w fabrykowaniu dowodów. Wielu politycznych więźniów dochodziło do przerażającej prawdy, że nawet Niemcy nie torturowali tak, jak swoi. Partyzanccy dowódcy i szeregowi żołnierze leśnych oddziałów woleli strzelać sobie w głowy, niż dostać się w ręce katów z UB. Rok 1947: „wolne” wybory do Sejmu.

Komunistyczne wiece poparcia i…do parlamentu weszła zaledwie garstka opozycjonistów, zaś prezydentem zostaje, o zgrozo „bezpartyjny” Bolesław Bierut. Jeden z największych okrutników, w skórze jagnięcia, w powojennej Polsce. Kto pamięta Brygadę Wileńską? Podlasie, Ziemia Łomżańska. Jej dowódca, kpt. Władysław Łukasiuk był postrachem komunistycznej władzy. A po nim Kazimierz Kamiński -Huzar, który zginął w więzieniu w Białymstoku, Romuald Rajs - Bury, Hieronim Rogiński - Cień, Kazimierz Żebrowski - Bąk. Ten ostatni został ze swoimi żołnierzami otoczony i musiał wyjść z kryjówki. Wśród żołnierzy był jego osiemnastoletni syn. Gdy w gradzie ubeckich kul uciekali, syn krzyknął „tato, jestem ranny”. Żebrowski zawrócił i ukląkł przy rannym synu, całując jego twarz. Kiedy ubowcy zbliżali się do nich strzelił synowi w głowę, a potem przyłożył pistolet do własnego czoła oddając życie.  Pamiętamy?

Rok 1954, to kres walki Majora Jana Tabortowskiego - Bruzdy. 1957 ginie Stanisław Marchewka -Ryba. Był ostatnim partyzantem na Białostocczyźnie, zginął w w nocy z 2 na 3 marca. A przedtem był Polski Październik, 1956, czyli, że społeczeństwo już dawało świadectwo owych żołnierskich racji. Tak, zołnierze z przeklętych „Band” mieli rację walcząc z komunistyczną władzą i systemem. Pamiętamy?

Ostatnim z „Wyklętych” był Józef Franczak, ps. Laluś, poszukiwany listem gończym były AK-owiec. Ukrywał się i straszył komunę przez 24 lata. Zginął w tym niesamowitym 1963 roku: Zabójstwo J. F. Kennedy’ego, Tiereszkowa w Kosmosie, The Beatles w Liverpoolu nagrywają „She Loves You, ye, ye, ye”, Zbigniew Pietrzykowski po raz czwarty mistrzem Europy w boksie. Pamiętamy? Tak, pamiętamy, Kennedy’ego, Beatlesów, Tiereszkową (towarzyszkę, oczywiście), Zbyszka Pietrzykowskiego, ale nie, na pewno nie pamiętamy Lalusia. Po ujawnieniu dokumentów operacyjnych SB sprzed czterdziestu lat okazało się, że był ostatnim polskim partyzantem. Z bronią w ręku ukrywał się dokładnie 24 lata. Ćwierć wieku walki z komunizmem! Pamiętajmy! Zginął podczas ogromnej obławy, w małej wsi, koło Piask, pod Lublinem, gdzie teraz odbywają się, dozwolone już, uroczystości dla uczczenia jego pamięci. Miał 45 lat. Czy pamiętamy, że w latach 1945 - 1956 przez szeregi podziemia niepodległościowego przeszło ponad 150 rysięcy osób? Czy pamiętamy, że w 1945 roku, w lasach było 13 - 15 tysięcy partyzanckich żołnierzy? Czy pamietamy, że w 1946 było ich około 10 tysięcy? Po akcji „ujawnienia”, w 1947 zostało ich tylko 1700, Ale, czy pamiętamy ile tysięcy spośród tych, którzy się ujawnili zginęło w komunistycznych więzieniach? Ilu z nich zostało okaleczonych do końca życia? Ilu z nich zostało uśmierconych psychicznie? Jak to się więc dzieje, że postkomuna ma ciągle coś do powiedzenia w naszym kraju? Oglądałem niedawno spektakl teatralny pt: „Rozmowy z katem” z Piotrem Fronczewskim i Andrzejem Zielińskim w rolach głównych. Rzecz oparta na faktach, na wspomnieniach majora Moczarskiego, którego Bezpieka oskarżyła o działalność przeciwkomunistyczną. Tam są pokazane metody, jakimi ten system posługiwał się, aby niewinny był winny, aby silny musiał się złamać. A jednak ONI się nie załamywali, oni się nie sprzedawali. Oni mieli honor, miłość do ojczyzny i uczciwość wyssane z mlekiem matki. Wróćmy do naszej sceny politycznej. Szczury uciekają, choć statek ma się dobrze. Jeszcze nie wiedzą, Sikorski, Borusewicz, że są jedynie marionetkami na pokładzie PO, ale my już wiemy, że nie są  warci funta kłaków. Nie tylko oni. Zakłamanie w opozycji jest dziś tak nieprawdopodobne, że blisko już tym panom do tego, aby wierzyć, iż cokolwiek mówią, mówią prawdę. A to jest niebezpieczne. Goebels wrzeszczał: powtórz kłamstwo piętnaście razy, a stanie się prawdą. Opozycja bałwochwali owych panów za „odwagę cywilną”, lecz suchej nitki nie zostawia na żonie Rokity, bo odważyła się mieć… cywilną odwagę. Dla nich są inne kryteria i to jest właśnie to, czego powinniśmy się najbardziej obawiać przy nadchodzących wyborach.

Komentarze do “Pamiętać, to nasz obowiązek”

  1. Monika Kamińska- 15 lipca 2009 o 12:28 po południu

    zgadzam się z Panem. W Polsce komunistycznej partyzanci byli prześladowani. Chociaż pracuję jako nauczycielka w LO, (IV rok anglistyki Uniwersytetu w Białymstoku) to interesuje się historią, o której nie można zapomnieć. W 1956 zginął “Huzar” Kazimierz Kamiński mój daleki kuzyn, który jednak ukrywał się w 4 miejscowościach Kamińskich. Razem z koleżanką Ewelina Kamieńską, która studiuje historię na UwB, mamy zamiar utrwalić losy ludzi, którzy przezyli wojnę, zesłania i prześladowania. Jeśli jest Pan zainteresowany pomocą, proszę o kontakt. Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów!
    Z uszanowaniem,
    Monika Kamińska

  2. Krystyna- 11 listopada 2009 o 4:57 po południu

    Do Pani Moniki Kamińskiej, o ile mi wiadomo, to Pani Kuzyn Kazimierz Kamieński ps.”Huzar” nie zginał, tylko zmarł w więzieniu, gdzie został osadzony.Mój ojciec był na procesie sądowym w ŁApach, gdzie zapadł wyrok skazujący (na karę śmierci) Jednakże wyrok ten nie został wykonany, ponieważ Pan K.Kamieński skorzystał z prawa łaski.Moja mamusia pochodziła z tej samej miejscowości (Markowo Wólka), co Pan Kazimierz, razem się wychowywali. Z tym,że moja mama była od niego kilka kat młodsza. W roku 1946 moja mama wyszła za mąż do innej miejscowości (w pow. wysokomazowieckim.”Huzar” ze swoimi żołnierzami często odwiedzał moich rodziców ( z tej racji,że znał moją mamę). Czasy były niebezpieczne, więc nieraz, nie przespali calej nocy, bo musieli przyjmować (partyzantów “Huzara” na noclegi ) Wiele opowiadań rodziców utkwiło mi w pamięci…jedno z nich zaczyna się tak: kolatanie do drzwi, ojciec naciąga pierzynę na głowę,natomiast mamusia wychodzi z lóżka i otwiera drzwi: widzi wycelowaną lufę karabinu do głowy i światło latarki, które ją oślepia.Jakiś znajomy głos mówi: czego boisz się Marysia, chyba masz coś na sumieniu,no już nie boj się tak, to ja.. Kazik. Albo innym razem - po kolacji partyzanci zajęli łóżko siostry naszego ojca i cały jej pokój, obłożyli się granatami i kazali mamie pilnować,żeby im nikt nie przeszkadzał.W razie gdyby ktoś pojawil się niepożądany, to mama miała zapukać do nich trzy razy.Rano mama przygotowywała śniadanie i nie zauważyła,że jej mały synek ( miał nie więcej niż 2 latka) - nasz starszy brat, wziął jakieś drewno, którym mama paliła w kuchni i zaczał stukać w drzwi do pokoju, gdzie spali partyzanci.Wszyscy zerwali się na nogi, a “Huzar” już po zbadaniu całej sytuacji, skoczył do tego dziecka z pistoletem, wycelowanym w niego i powiedział mojej mamie tak: masz szczęście,że to twój dzieciak, bo inaczej to bym go zabił, jak szczeniaka. Na szczęście mnie jeszcze w tamtym czasie nie było na świecie!! Okazuje się ,że nie wszystko, jest takie piękne z kart tej historii…..

  3. Ketman- 04 marca 2010 o 4:41 po południu

    “Do Pani Moniki Kamińskiej, o ile mi wiadomo, to Pani Kuzyn Kazimierz Kamieński ps.”Huzar” nie zginał, tylko zmarł w więzieniu, gdzie został osadzony.
    Mój ojciec był na procesie sądowym w ŁApach, gdzie zapadł wyrok skazujący (na karę śmierci) Jednakże wyrok ten nie został wykonany, ponieważ Pan K.Kamieński skorzystał z prawa łaski.”
    ************************************

    A skąd ma Pan takie informacje ? Pana ojciec może siedział w celi razem z “Huzarem” ? jeżeli był to moge Panu pomóc odpowiedzieć na pare pytań. :)
    **************************************
    Moja mamusia pochodziła z tej samej miejscowości (Markowo Wólka), co Pan Kazimierz, razem się wychowywali. Z tym,że moja mama była od niego kilka kat młodsza. W roku 1946 moja mama wyszła za mąż do innej miejscowości (w pow. wysokomazowieckim.”Huzar” ze swoimi żołnierzami często odwiedzał moich rodziców ( z tej racji,że znał moją mamę).
    **************************************

    Oczywiście Kapuściński też sobie wymyślił ojca który jechał do Katynia.

    Czasy były niebezpieczne, więc nieraz, nie przespali calej nocy, bo musieli przyjmować (partyzantów “Huzara” na noclegi ) Wiele opowiadań rodziców utkwiło mi w pamięci…jedno z nich zaczyna się tak: kolatanie do drzwi, ojciec naciąga pierzynę na głowę,natomiast mamusia wychodzi z lóżka i otwiera drzwi: widzi wycelowaną lufę karabinu do głowy i światło latarki, które ją oślepia.Jakiś znajomy głos mówi: czego boisz się Marysia, chyba masz coś na sumieniu,no już nie boj się tak, to ja.. Kazik. Albo innym razem - po kolacji partyzanci zajęli łóżko siostry naszego ojca i cały jej pokój, obłożyli się granatami i kazali mamie pilnować,żeby im nikt nie przeszkadzał.W razie gdyby ktoś pojawil się niepożądany, to mama miała zapukać do nich trzy razy.Rano mama przygotowywała śniadanie i nie zauważyła,że jej mały synek ( miał nie więcej niż 2 latka) - nasz starszy brat, wziął jakieś drewno, którym mama paliła w kuchni i zaczał stukać w drzwi do pokoju, gdzie spali partyzanci.Wszyscy zerwali się na nogi, a “Huzar” już po zbadaniu całej sytuacji, skoczył do tego dziecka z pistoletem, wycelowanym w niego i powiedział mojej mamie tak: masz szczęście,że to twój dzieciak, bo inaczej to bym go zabił, jak szczeniaka. Na szczęście mnie jeszcze w tamtym czasie nie było na świecie!! Okazuje się ,że nie wszystko, jest takie piękne z kart tej historii…..
    ************************************

    Zadze zacząć pisać ksiażki dla dzieci i nauczyć sie grać.

    Pozdrawiam

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw Komentarz