Epitafium dla Czesława Freunda

Jan Sporek wrzesień 18, 2013

Wielki, cichy, skromny.

Już nie usłyszę Jego spokojnego, ale jakże radosnego głosu: “Witaj, przyjacielu”. Tak właśnie zawsze witał się ze mną na “Skypie”. Odszedł jeden z największych Rybniczan, jeden z najwybitniejszych dyrygentów chóralnych i największych ludzi, jakich znałem.

Czesław był równie wielki, jak i … mały; równie nieprzeciętny, jak i zwyczajny. On nigdy nie zaczynał mówić o swoich ogromnych sukcesach, dopóki Go o to nie zapytałem. Kochał to, co robił i czułem to od pierwszych słów, gdy zaczął opowiadać o swoich chórach. Uwielbiał chórzystów, z którymi pracował. Mówił o nich z niezwykłą  atencją.

Chodził wolnym, spokojnym krokiem, jakby nie chcąc, aby cokolwiek rozproszyło Jego myśli o sztuce, którą kreował. Ale zatrzymany, obdarowywał uśmiechem każdego rozmówcę. Miał jasny, przyjazny uśmiech. Zawsze patrzył w oczy. Charyzmatyczny, przystojny, jak filmowy amant, z bujną, szpakowatą, “dyrygencką” czupryną, a skromny, jak pokutnik. Bezkonfliktowy. Niesamowity i niezwykły Człowiek.

Skromny -powtórzę - do bólu, choć znał swoją wartość; jako dyrygenta, jako intelektualisty; - profesor nauk muzycznych, prodziekan, dziekan, wychowawca młodzieży. Dyrygent dwóch, fenomenalnych chórów. Nie mogły byc inne, bo On był fenomenalny. Nigdy nie dał odczuć, w żadnej rozmowie, że jest “ważny”. A był. Rybnik stracił Człowieka, którego nie da się zastąpić, Akademia Muzyczna w Katowicach straciła Wykładowcę, po którym na długo pozostanie pustka.

My, Jego przyjaciele, Jego bliscy, straciliśmy niezwykle wartościową osobę, bez której będziemy okaleczeni brakiem Jego wartości.

Był Czesław - dla mnie na pewno, a i dla moich, naszych przyjaciół - symbolem mrówczej, ciężkiej pracy, dokładności, perfekcji i przy tym niewiarygodnej fantazji artystycznej, gdy uwalniał wszystkie wartości, wszystkie ekspresje zapisane w partyturach. To, co osiągnął, bez tych cech byłoby niemożliwe. Był, jak rzeźbiarz, który bierze pod swoje dłuto kilkudziesięcio-osobowy zespół  i długimi latami, w pocie czoła rzeźbi chór. Chór o ogromnym repertuarze, cudownych brzmieniach, długich, przepięknie cyzelowanych frazach.

Dlaczego Polska nie wie o Człowieku tak niezwykłym; Chórmistrzu tak doskonałym?

Czesławie, Drogi Nasz Przyjacielu, bądź pewien, że będziemy Cię nosić w naszych sercach. Wiem, jestem pewien, że Pan zabrał Cię tam, w Niebiosa, bo miał wakującą pozycję generalnego dyrygenta anielskich  chórów. Śpiewaj z aniołami, jak w Hajnówce, jak na olimpiadach chóralnych, jak w Lincoln Center; - pokaż Niebiosom, jak prowadzi się chór.

Pamięć o Tobie pozostanie tu, na ziemi, wśród wszystkich, którzy kiedykolwiek Cię spotkali, a wśród nas - przyjaciół , będziesz żył, póki i my żyć będziemy.

Niech dobry Bóg da Ci spokój i pokój wieczny.

Wszyscy oddajemy Cześć Twojej Pamięci.

Żegnaj, Przyjacielu

Komentarze do “Epitafium dla Czesława Freunda”

  1. Joanna- 18 września 2013 o 6:45 przed południem

    [***]

  2. Zofia- 17 października 2013 o 12:59 przed południem

    Chcialabym, zeby ktos napisal po mnie takie epitafium. Panie Januszu, czytalam kiedys Pana tekst po smierci Prof. Totenberga, po pogrzebie w Bostonie, a kilkanascie lat temu napisal Pan przepiekny tekst po smierci Prof. Gorbatego.
    Pan sprawia, ze ci Zmarli, Wielcy beda zyc dlugo w sercach i pamieci zyjacych. Dziekuje Panu, tym bardziej, ze pamietam koncert choru z Politechniki Slaskiej w Lincoln Center.
    Zofia

  3. Hanna- 18 października 2013 o 7:52 przed południem

    Dziękuję Ci, Januszu, NASZ Przyjacielu za te słowa .
    Czesław był także, a może przede wszystkim Wspaniałym Mężem, Ojcem i Dziadkiem !Boli, że tak krótko!

  4. Jan- 19 października 2013 o 12:19 przed południem

    Pani Zofio….ale blog umira. Czy Pani tego ,nie widzi?

  5. Edek- 24 października 2013 o 10:52 po południu

    Zlosliwy Janie, a moze p. Janusz po prostu nie ma zbyt wiele czasu? Prowadzi wspaniale audycje muzyczne w Radio Rampa, Wiem, ze ma bardzo duzo uczniow w swojej szkole, bo, niestety, nie mogl juz przyjac corki moich znajmomych i jest zapisana na liste oczekujacych. A poza wszystkim, musisz się wysilac na prymitywna zlosliwosc nawet komentujac to wzruszajace Epitafium? Sp. pamieci Prof. Freund byl jego osobistym, bliskim przyjacielem, inna bliska znajmoma p. Janusza, wielka pianistka, prof. Tarnawska lezy ciezko chora w warszawskim szpitalu, - moze najnormalniej p. Janusz nie ma ochoty na pisanie? Przeczytaj podziekowania p. Hanny- sadze, ze jest Wdowa po sw. pamieci Czeslawie. Przeczytaj i wstydz sie, bo jestes jednym z tych bezproduktywnych polonijnych krytykantow nie tworzacym niczego. Zacytije ci, co z wielkiego Leonardo DaVinci cytowal p. Janusz w ostatniej audycji: “ludzie, ktorzy nic nie tworza, to chodzace przewody pokarmowe”. Wstydz sie, Janie. I zaloz wlasny blog, rob cos, nie ciesz sie, ze “blog umira” - zaloz wlasny.
    Edek

  6. Krystyna- 24 października 2013 o 11:03 po południu

    Brawo Edek. Mam pytanie do Jana: czy dlatego, ze ty uwazasz iz “blog umira”, Pani Zofia nie powinna napisac swojego podziekowania…? Chyba zartujesz. Co ty w ogole chciales powiedziec tym swoim komentarzem? Policz sobie: “licznik” pokazuje, ze od marca, 2007 odwiedzilo ten blog 400286 ludzi, jak to podzielisz przez 80 miesiecy, to ci wyjdzie, ze p. Sporka “odwiedza” ponad 5 tysiecy czytelnikow kazdego miesiaca. Jeszcze Ci malo? Mysle, ze Nowego Dziennika nie czyta 5 tysiecy ludzi w miesiacu.
    Krystyna

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw Komentarz