Bendem kandydował do Rady D….

Jan Sporek listopad 25, 2019

Odc. 2

W poprzednim odcinku tego serialu nie wspomniałem o sprawie, która teoretycznie i przy kwotach, jakie przeżera, przepija, przejeżdża, przesypia w hotelach Wysoka Rada Dyrektorów Polsko-Słowiańskiego Federalnego Urzędu Krajoznawczego, wygląda, jak pikuś, ale swoje znaczenie jednak ma, a mianowicie karta kredytowa.

Rzeczona karta jest również jednym z powodów, dla których chcę koniecznie do rady. I już dziś zapraszam znajomych i przyjaciół, do jakiejś, fajnej restauracji na wyszukane dania, np. ośmiorniczki, albo inne frykasy i płacił będę dyrektorską kartą kredytową, natomiast w “eksplejnowaniu”, czyli uzasadnianiu obiadowego wydatku napiszę, żem musiał coś zeżreć w ramach “spotkania biznesowego”. Wiadomo, że, jak tylko stanę się dyrektorem, to od razu staję się biznes-menem. Karta jest na 10 tysięcy, więc tych obiadów może być sporo; setka na pewno, ale nie cieszcie się tak znajomi moi drodzy, bo muszę jakoś dojechać, a benzyna kosztuje, więc część jakąś muszę poświęcić na stanie przy pompie, żeby i autu też dać trochę żarcia, a właściwie picia, bo to na benzynie jeździ, a nie na schabowych, a przecie z prywatnych nie będę tankować. Więc zamiast, co trzeci dzień, to będziemy te obiadki jedli raz na tydzień, ok? Dziękuję za wyrozumiałość.

Hola, hola, - Obiecanki, macanki, - przepraszam znajomych moich drogich. Jakie raz na tydzień? Przecież będę musiał, jakoś żyć na tych szkoleniach w ciepłych krajach, albo innych LasVegasach, czy też w Stolycy Polski, Warszawie. Przecież na pewno na ciepłym piasku zobaczę, jakieś ponętne bikini, no to, jak nie zaprosić do plażowego baru na orzeźwiającego drinka? W Warszawie mogę wpaść na znajomych, a na pewno ściągnę rodzinę z najdalszych stron, niech wiedzą, jak się je np. u Przyjaciół Sowy. Do teatru by trzeba, żeby się trochę odchamić, bo chamstwa będę miał w sobie, co nie miara, - dyrektorowi wolno być chamem i ignorantem, zwłaszcza, jak karta ma pokrycie w aktywach ludu pracującego. A może zahaczę o jakie muzeum, bo ładnie będzie powiedzieć kolegom i koleżankom, “a wiecie, widziałem przepiękny obraz Moniuszki w Muzeum Narodowym…”, - -Chyba Matejki, - sprostuje, jakaś mądrala…

-Nie, nie - będę tryskał intelektem, - jeśli chodzi o Matejkę, to wczoraj byłem na “Strasznym Dworze”, w takim dużym budynku na Placu Teatralnym.

-Pomieszało ci się, to było Moniuszko i Opera Narodowa…

-Och, Boże, to na M, tamto na M, a poza tym i tak żaden z nich się nie pokazał, bo nie słyszałem, żeby witali Moniuszkę, albo Matejkę

-A, jaki piękny widok z Pałacu Kultury… - Będę się dalej wymądrzał.

-Aleś ty głupi, wiesz, czemu taki piękny? , - Bo z góry nie widać Pałacu Kultury? - “wymandrza” się mądrala.

Głupi, nie głupi, mam w kieszeni “plastyk”, a “plastyk” cierpliwszy jest niż papier i pisać na nim nie trzeba, bo całe 10 tysięcy zapisane w komputerze i wystarczy kartę włożyć w “czytnik” tzw. i reszta operuje się sama… z kont Członków-Ciułaczy. A nie widziałem, żeby 10 tysięcy chodziło po ulicy, więc, czemu nie korzystać? Tyle forsy rocznie do wydawania, bez podatku! Ludzie, co ze mnie byłby za bankster, gdybym tego nie wydał?!

Będę brał udział  we wszystkich polonijnych imprezach, a zwłaszcza tych, gdzie za talerz trzeba zapłacić kilka stówek, np. bal kościuszkowski, albo Parady Pułaskiego. Żarcie, to jedno, ale ja strasznie lubię, jak ludziska podchodzą, prawicę mi ściskają z szacunkiem i zawsze ciepło rzucą, z głębi serca i szczerze: “witamy pana dyrektora”, - jakież to miłe, ile szacunku i respektu w tych powitaniach. Nigdzie indziej mi się nie udało, to przynajmniej za członkowskie pieniądze będę miał poważanie. W końcu daliśmy na ten bal 20 tysięcy, to, jak nie pokazać nam szacunku? A, co za problem dokupić jeszcze jedenaście biletów, niech mają dodatkowe parę tysięcy.

Będę, zdecydowanie głosował za zmniejszeniem kwot przyznawanych, jako stypendia, tak zwane. Kto to widział, żeby smarkaczom dawać pieniądze? Za mojej młodości zbierało się butelki - jeszcze trzeba było je umyć, bo w Gie-Esie nie przyjmowali brudnych - a przelicznik był prosty: sto butelek, - sto złotówek.

A dzisiaj, co? Do naszej Unii Krajoznawczej łapki wyciągać? A, za co my będziemy jeździć po świecie? Co my to, bank jakiś obrabowaliśmy, żeby rozdawać? Butelki poniewierają się po ulicach, w koszach, parkach, ale młodzieży nie chce się zgiąć. Wolą się uczyć, cholera, a butelki zbierają “meksyki”, albo inne “portorykańskie chinczyki”, - gdzie by tam polonijne hrabiątko butelki zbierało na sprzedaż? Jak by to wyglądało? To rozdawnictwo trzeba ukrócić, trzeba młodzież wychowywać przez pracę, uświadamiać jej, jak zadbać o siebie i nie prosić o łaskę. Rachunek jest prosty: 

100 butelek dziennie =$5 X 30 dni =$150 X 12 miesięcy =$1,800. Młodzieży, o co biega? Co lepsze, - durny ochłap w wysokości $500, na który trzeba najpierw napisać esej o niezwykłych walorach rady dyrektorów, potem trzeba się odpieprzyć w garniturek, (kupiony za pięć stów), pojechać na spotkanie z państwem dyrektorstwem, które łaskawie przekaże jednorazowy ochłap z uściskiem dłoni, wychwalając wprzódy swoją hojność, potem uniżenie dziękować, że szanowna komisja uznała, że zasługujesz na ten ochłap,  czy też $1800 co roku? Bez podatku, bez łaski, ale regularnie. Oj, młodzi, młodzi, - wy to tak byście chcieli nic, tylko w książkach grzebać, “że tak powiem”, punkty na, jak najwyższą średnią zbierać, “że tak się wyrażę”, a wszystko za darmo i jeszcze naszą Unię prosić o jakieś stypendia. Tzn, nie “jakieś”, ale “tak zwane”. Nie wstyd wam? Przecież dyrektorzy muszą przeczytać wasze wypociny, potem muszą się spotkać, żeby te wasze wypociny jakoś ocenić. Połowa ich nie zrozumie, bo tam przecie same zera, nastawione na turystykę, ale będą mądrze dyskutować, muszą potem podjąć jakieś decyzje, a to nie jest łatwe. Młodzieży, kochana, - nie zdajecie sobie nawet sprawy, na jaki wysiłek narażacie “radców-dyrektorów”. I za co, za te, bied

ne trzysta tysięcy dla trzystu uczniów/studentów? Kochani, dyrektorzy muszą mieć co najmniej osiemset tysięcy, żeby jeździć po konferencjach, zgromadzeniach różnych, sympozjach, prawie naukowych. Czy zdajecie sobie sprawę, jak oni byliby dokształceni, gdyby im jeszcze dołożyć te wasze, zakichane trzysta tysięcy? Mielibyśmy w radzie same alfy z omegami, a tak, mamy pazernych na podróże, jak chłop na siano, kolorowych ludzików.

A teraz specjalny komunikat dla pracowitych “Mrówek” w okienkach i “boksach”: otóż, definitywnie przywrócę to, co udało mi się zlikwidować, w 2009 roku , a mianowicie tzw. “secret shoppers”. Będę do tej fuchy namawiał krewnych i znajomych, najlepiej tych, co przylecą mnie odwiedzić z ojczystego kraju (przecież skończyły się wizy). Przyleci taki, kuzyn, albo stary kumpel, jeden z drugim i będą podchodzić do boksów, abo okienek, zadawać głupie pytania, wkurzać i stresować pracowników, po czym będą nam, dyrektorom meldować, w którym okienku, albo, w którym boksie pani była nieuprzejma, lub niekompetentna. My mu za to co najmniej stówkę, a materiał na każdego będziemy  mieli. Przyda się, jakby trzeba kiedyś, kogoś na zbity łeb…

Mam nadzieję, że spełniam oczekiwania większości Członków-Ciułaczy i uzyskam wynik dający mi miejsce przy okrągłym stole, kateringu i we wszystkich ciepłych wyjazdach “szkoleniowo-pobytowych”.

 

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw Komentarz